Późny wieczór Ulicami
blog |katalog |Randki internetowe
„Późny wieczór. Ulicami trzeba chodzić niemal po omacku. Jest przecież wojna i obowiązuje całkowite zaciemnienie. Jakoś jednak trafiliśmy do naszej „Czarnej Kotki", wymotaliśmy się z kotar maskujących drzwi i wkroczyliśmy do westybulu.
Wita nas portier, typowy zresztą wykidajło w liberii, wskazując szatnię, oświetloną jasnoczerwonymi smugami niewidocznych reflektorów. W tej scenerii rotmistrz prezentuje się tak okazale, że zafascynowany rzucam bezwiednie
— Jest pan wprost imponujący i wygląda niby egzotyczny monsieur le coloncl!
Tc ostatnie słowa, wypowiedziane niebacznie po francusku, dosłyszał stojący opodal korpulentny starszy pan w wizytowym garniturze. Jak się później okazało, sam właściciel lokalu. Wlepił zdziwione oczy w rotmistrza, rozłożył ręce w powitalnym geście i bez mała siłą pociągnął nas na salę.
Kilkanaście stolików ustawionych wokół podświetlonego parkietu, na podwyższeniu kilkuosobowy zespół muzyczny, w głębi przytulny barek. Dwie lub trzy skąpo odziane kelnerki w figlarnych czapeczkach, imitujących kocie pyszczki, oraz dzicwczynapikolak z tacą pełną papierosów i cygar.
(iospodarz przecisnął się z nami do wolnego stolika, zaklaskał w dłonie, a gdy wszystkie głowy zwróciły się ku niemu i umilkł gwar na sali, wydcklamował z emfazą, wskazując teatralnym gestem na rotmistrza“(2)
zaczarowany ołówek |Teletubisie |katalog
„Późny wieczór. Ulicami trzeba chodzić niemal po omacku. Jest przecież wojna i obowiązuje całkowite zaciemnienie. Jakoś jednak trafiliśmy do naszej „Czarnej Kotki", wymotaliśmy się z kotar maskujących drzwi i wkroczyliśmy do westybulu.
Wita nas portier, typowy zresztą wykidajło w liberii, wskazując szatnię, oświetloną jasnoczerwonymi smugami niewidocznych reflektorów. W tej scenerii rotmistrz prezentuje się tak okazale, że zafascynowany rzucam bezwiednie
— Jest pan wprost imponujący i wygląda niby egzotyczny monsieur le coloncl!
Tc ostatnie słowa, wypowiedziane niebacznie po francusku, dosłyszał stojący opodal korpulentny starszy pan w wizytowym garniturze. Jak się później okazało, sam właściciel lokalu. Wlepił zdziwione oczy w rotmistrza, rozłożył ręce w powitalnym geście i bez mała siłą pociągnął nas na salę.
Kilkanaście stolików ustawionych wokół podświetlonego parkietu, na podwyższeniu kilkuosobowy zespół muzyczny, w głębi przytulny barek. Dwie lub trzy skąpo odziane kelnerki w figlarnych czapeczkach, imitujących kocie pyszczki, oraz dzicwczynapikolak z tacą pełną papierosów i cygar.
(iospodarz przecisnął się z nami do wolnego stolika, zaklaskał w dłonie, a gdy wszystkie głowy zwróciły się ku niemu i umilkł gwar na sali, wydcklamował z emfazą, wskazując teatralnym gestem na rotmistrza“(2)
zaczarowany ołówek |Teletubisie |katalog